Dziady II scena!
Konrada poznajemy w celi więziennej I sceny gdy jest poetą. Raczej samotny i zamknięty w sobie w scenie II tworzy na poczekaniu wielki monolog, w którym stawia się na czele narodu w walce o niepodległą ojczyznę. Mówi, że jest wielkim poetą, często nierozumianym, ale nazywa się mistrzem. Mówi, że często poezja jest nieskuteczna i dlatego podejmuje walkę z Bogiem, zarzucając mu, że nie rozumie Polaków i jest obojętny na ich sytuację.
Jest pyszny i zarozumiały, ale deklaruje się, że jego największą miłością jest ojczyzna. Jego jedyną siłą są uczucia, dzięki którym może rządzić duszami. Bluźni przeciw Bogu i jest gotów nazwać go carem, chociaż ostatecznie tego nie robi.
Zostaje potraktowany jak człowiek opętany przez diabła, nad którym egzorcyzmy będzie czynnił ksiądz Piotr. O jego duszę walczą diabły i anioły. Wygrywają Ci ostatni, ale jest ona krytyką pychy i zarozumialstwa Konrada (tacy często byli powstańcy).